Mądrość "mojego" - tekst z własnych zbiorów

Ten tekst należy do prywatnej biblioteki, ale zdecydowałem się go opublikować, bo wg mnie porusza przeistotnie ważny problem.

Mądrość "mojego"

Można sądzić, że ludzie o mocnym poczuciu, że coś należy do nich, są  nierzadko skrajnymi egoistami, i tak bywa z całą pewnością. Niemniej za skrajnościami kryje się racja, której poznanie wprowadza równowagę bez eliminowania właściwości.

Dlaczego coś lub kogoś nazywamy “swoim”? Skąd bierze się tendencja, którą tak często dzisiaj się neguje, zbijając ludzi w jeden tłum, mający wszystko wspólne?

Twierdzę, że poczucie własności wynika z naszej prawdziwej jaźni. Kiedy nie znamy jej dobrze, to jest to zniekształcone, ukazuje się jako groteskowa i infantylna cecha, podobnie jak gniew. W istocie, jednak, wyraża charakterystykę naszej własnej istoty i tłumienie tego, negowanie, piętnowanie prowadzi do wypaczenia życia i zdrowia.

Interesujące jest, moim zdaniem, zwłaszcza pojęcie “swojego” partnera. Gdzieś w naszej naturze kryje się pragnienie, wizja, przekonanie, że ktoś należy do nas i tylko do nas. Masowa, tandetna, skomuniała kultura uczy nas dzielenia intymności z wieloma partnerami i zatraty tożsamości własności. Wypacza to życie, krzywdzi, czyni chorymi, i jest powszechne - panseksualizm to kult zaślepienia zewnętrzną formą, doprowadzonej do granic samoignorancji.

Mężczyzna, który nie ma poczucia, że należy do kobiety łatwo nawiązuje romanse, zdradzając partnerkę, i vice versa. Nie każdy związek jest tak zezwierzęcony i odczłowieczony, by ludziom było wszystko jedno co robi druga strona. Pojawia się cierpienie, i to takie, które potrafi doprowadzić do tragedii, z morderstwami i samobójstwami włącznie.

Z drugiej strony nieoświecona postawa roszczenia sobie prawa do drugiego człowieka cechuje się uprzedmiotowieniem tej osoby, i także przejawia się jako różne rodzaje przemocy.

Bez własności prywatnej jesteśmy jak zwierzęta, dzielące ze sobą wszystkie aspekty istnienia. Od DNA, przez odciski palców, po zewnętrzne struktury naszych relacji, na każdym kroku ukazujemy się jako istoty indywidualne. Powszechna, masowa, głupia kultura, tak jak było to przed wiekami, tak teraz promuje pospolite, niskie, sprzeczne z naszą tożsamością i interesem stereotypy, w których jesteś tylko częścią społeczeństwa.

Prawdziwe człowieczeństwo pojawia się tylko wskutek własności i prywatności. Nie ma na tym świecie innej świętości, niż prywatność. Dla większości ludzi, jednak, nadal przedstawia ona sobą coś, co raczej przeszkadza niż pomaga, jako że mają oni orientację hedonistyczną, a nie perspektywiczną.

Większość ludzi interesuje jak najszybszy efekt, zaspokojenie żądzy, a prywatność wiąże się z refleksją, z potrzebą rezygnacji z nadarzających się okazji, z samodzielnym tworzeniem życia, a nie przyjmowaniem go jako czegoś gotowego, co można, co najwyżej, zaakceptować albo odrzucić.

Cała nadzieja rozwoju wewnętrznego to prywatność, ściśle skorelowana z własnością. Droga duchowa, ta prawdziwa, zawsze, ale to zawsze oznacza kult prywatnej przestrzeni, odrzucane autorytetów i stereotypów, pokazywanie nachalnym środkowego palca.

Im bardziej rozwiniętą masz sferę prywatności i jej strzeżesz, tym mniej jesteś małpoludem.