Szacunek za szacunek

Dlaczego nie lubię pracować dla ezoteryków i ludzi religijnych? Odpowiedź jest prosta: są agresywni. Powód ich agresji także jest prosty: wiara jest źródłem przemocy.

Skłanianie siebie do wiary to narzucanie przemocą określonych wzorców myślowych i samozachowawczych. Powstaje nawyk agresywności, która przelewa się potem na otoczenie, a szczególnie na tych, którzy wchodzą w jakieś ważne życiowo role dla nim dotkniętych.

Uwielbiam pracować dla normalnych ludzi. Nie mnożą bytów ponad konieczność, są konkretni, rzeczowi, nie wyjeżdżają mi z jakimiś teoriami diagnostyki karmicznej i innych tego typu. Są nieoczytani w ezoterycznej makulaturze - bo inna korzyść z tych wszystkich stert dyrdymałów nie występuje.

Ostatni klient naprawdę mnie zirytował. A co, nie wolno się denerwować? Ludzie, zejdźcie na ziemię. Tacy są, właśnie, ezoterycy (pseudo) - nie wolno Ci pokazywać ludzkich cech, nie wolno się wkurzać, bo to takie słabe, nieduchowe. Sami, z kolei, pełni są złości, uszczypliwości i chęci dominacji.

Są spadkobiercami duchowej spuścizny duchownych, którzy byli twórcami wypraw krzyżowych i Świętej Inkwizycji. Bije w nich to samo sztuczne, nieczułe serce, serce pełne wiary w dogmaty, w święte księgi.

Ostatni klient chciał, bym wyjaśnił mu przyczynę jego problemów. Napomknąłem o nich i naprawdę nie chciałem, by się tym przejął, bo nie było to nic specjalnego. On jednak, egocentryk, skupiony na własnym świecie nawet nie dopuścił tego do głowy. Zaczął mnie obrażać. Obraził się, że u niego, wielce uduchowionego inkwizytora, i jego równie uduchowionej partnerki znalazłem wady - nieprawidłowo działające matrycy energetyczne kilku narządów.

Argumentował: przecież modlę się do aniołów! Padło słowo “Bóg”.

Od samego początku widziałem, że są opory. Czuć było odpychającą energię fanatyzmu i skostniałości, agresję i samouwielbienie.

Największymi grzesznikami jesteśmy wtedy, kiedy nie dopuszczamy do siebie myśli, że możemy być w błędzie. Cierpimy wtedy my oraz inni, Ci naiwni, którzy nam zaufali.

W porządku, wyjaśnię przyczynę jego problemu teraz, tutaj: prostata. To nawet nie było nic poważnego, ale było, i musiałem to powiedzieć (najpewniej gość ma siedzącą pracę i po prostu długie siedzenie na dupie odbija się na tym narządzie, zwłaszcza energetycznie). Na poziomie energii to miejsce przykuło moją uwagę. Wielokrotnie przepowiedziałem pojawienie się trudności na poziomie grubofizycznym, więc nie mogłem tego zignorować.

Ale do rzeczy: prostata, czyli czakra krocza. Chciwość, zachłanność, pożądanie (także spraw duchowych, to nieważne, liczy się tendencja) - to przyczyna zaburzeń tego narządu i tego ośrodka energii.

Czy mam pisać swoim klientom za każdym razem, że ta czy inna dolegliwość to efekt ich pychy-zarozumiałości, zazdrości, głupoty-ignorancji, żądzy, nienawiści czy hedonizmu (przyjemnego rozproszenia)? Ilu z nich wróci potem do mnie, by zamówić kolejne usługi? Kto lubi słuchać tego rodzaju krytyki pod swoim adresem?

Nie wchodzę w te aspekty z grzeczności, zresztą nie ma potrzeby - kwestia samopoznania jest kwestią osobistą. Ja nikogo w tym nie wyręczę. Uzdrowienie następuję najczęściej bez zrozumienia - odpowiedziałem to nawet wspomnianemu klientowi, o bardzo zamkniętej czakrze serca, owładniętemu wolą mocy i duchowego dominowania innych, tworzenia hierarchii i porównywania kto jest większy duchem - żałosny świr ezoteryczny. Jak grochem o ścianę.

To Ty masz dbać o swojego ducha, o aspekty moralne. Co mnie do tego? Ja robię swoje - pomagam, ale pomagam skutecznie tylko tym, którzy pomagają sobie.